Rok 2388, Chronologia Star Trek Online

niedziela, 24 maj 2009 godz. 19:06 · odslon: 4651 · cinus
Rok 2388

Kolonie romulańskie, utraciwszy kontakt z planetą-matką, odczuwają niedobór władzy, co prowadzi do chaosu. Po śmierci Pretora Chulana i zniknięciu Donatry, nie ma w IR żadnego autorytetu, który mógłby zorganizować nowy rząd. Przywódcy koloni na Rator III obwołują się nowym senatem, a samą kolonię - nową stolicą Romulańskiego Imperium Gwiezdnego. Podobnie zresztą czynią władze Achenar Prime i Abraxas V.

Ostatnią osobą, która może coś zdziałać na rzecz zjednoczenia Romulan jest admirał Taris. Jej działania zmierzają do ocenienia, jakimi siłami dysponują, rozkazując jednocześnie wszystkim jednostkom przegrupowanie się, także tym, które znajdują się na dalekich misjach eksploracyjnych.

Rada Federacji wysyła flotę okrętów z żywnością i innego rodzaju pomocą dla ocalałych. Okazuje się jednak, że na każdym kroku GF musi negocjować z każdą z kolonii. To, co jedne z nich przyjmują z otwartymi ramionami, inne traktują jako fałszywą przyjaźń lub nawet akt wojny. Walki pomiędzy trzema stolicami rodzą kolejne komplikacje, ponieważ każda pomoc dana jednej z nich musi być zagwarantowana dla wszystkich, by uniknąć oskarżeń o faworyzowanie jednej z frakcji lub próbę interweniowania w sprawy Romulan.

Większość sojuszników Federacji zgadza się wysłać okręty i zapasy by pomóc Romulanom. Nawet wciąż odbudowujący się po wojnie Kardasjanie zgadzają się wnieść swój udział. Niestety, apel Federacji do Imperium Klingońskiego zostaje zdecydowanie odrzucony. "Klingoni nie zaoferują żadnego traktatu, pomocy ani ręki, która nie będzie trzymań ostrza," odpowiedział Kanclerz Martok.

Twardogłowi w Klingońskiej Wysokiej Radzie prowadzeni przez radnego J'mpoka domagają się, by zarówno Romulanie jak i Federacja zapłacili za zniszczenie floty, którą w przestrzeń romulańską poprowadził Worf. Niektórzy sugerują, że Martok, oddając flotę swojemu przyjacielowi i ambasadorowi Federacji, miał na celu osłabienie Imperium. Według niektórych, Federacja odpowiada za śmierć klingońskich wojowników.

Martok odrzuca te insynuacje i wyzywa na pojedynek każdego, kto ma coś do zarzucenia Rodowi Martoka. Rada, pomimo sprzeciwu twardogłowych, odmawia podjęcia jakichkolwiek działań przeciw Federacji.

Mimo, iż kryzys dyplomatyczny został uniknięty, stosunki między Federacją a IK po ponownym zajęciu Khitomeru i konflikcie z Gornami są najgorsze od czasu wycofania się Klingonów z traktatu Khitomerskiego w roku 2372.

Martok ma głowę zaprzątniętą także możliwym traktatem z Orionami. Zdając sobie sprawę z tego, że ich dom w systemie Rigel jest przeludniony i niemal zupełnie pozbawiony surowców naturalnych, oraz, że GF podejmuje coraz bardziej zdecydowane działania przeciwko Syndykatowi, delegacja Orionów prowadzona przez Melani D'ian rozpoczyna rozmowy z Klingonami i Breenami - dotyczą one potencjalnej współpracy w przyszłości. Nie decyduje się ona wesprzeć żadnej strony przed złożeniem przez nie konkretnych propozycji.

Worf z kolei pozostaje na Qo'noSie, lecząc się i pełniąc swoje obowiązki ambasadora Federacji w IK. Podczas daty gwiezdnej 65548.43 rodzi się mu drugi syn, K'Dhan.

Niedługo później Federacyjna Sieć Informacyjna podaje do publicznej wiadomości raporty o tym, że Wolkańska Akademia Nauk znała zagrożenie grożące Romulusowi, lecz nie podjęła żadnej akcji, by zapobiec katastrofie.

Rezultaty są natychmiastowe. Decyzja Wolkan jest potępiona przez dziesiątki polityków i analityków. Siedemnaście niepodległych planet wycofuje z Wolkana swoich ambasadorów, podobnie jak dwóch członków Federacji - Pacifica i Zaran II. Dwa dni później Rada Federacji wzywa do rozpoczęcia śledztwa w tej sprawie, podobnie zresztą, jak w sprawie prac Akademii nad czerwoną materią.

Prezydent Federacji występuje z publicznym apelem do Rady Federacji i światów członkowskich, by pozostali oni spokojni i nie odcinali się od Wolkan lub od kogokolwiek innego. "W tym momencie musimy pozostać zjednoczeni" mówi prezydent Nanietta Bacco. "Szukanie winnego nie uleczy rannych"

Źródło: Star Trek Online

Rok 2388 - wpis uzupełniający (autor tłumaczenia: Coen)

Spotkałem się z ambasadorem Worfem w jego domu na Qo'noS. Nie rozmawiał z żadnym dziennikarzem od czasu wydarzeń związanych z eksplozją Hobusa. Jest jednak starym przyjacielem mojej rodziny, dlatego liczyłem, że mi uda się z nim porozmawiać. Okazało się, że miałem racje.

Ambasador Worf jest wojownikiem. Bez wątpienia nadal leczy prawie śmiertelne rany, których doznał podczas walki z szaleńcem Nero. Tak samo jak bez wątpienia nie pozwala, aby te rany go spowolniały.

Jak i to, że jest na mnie wściekły.


- Co ty tu robisz?! Wiesz jak głupie jest to co robisz? Włóczysz się po Qo'noS samopas? Federacja nie jest zbyt... mile widziana ostatnio.

- Ciebie również miło widzieć, Worf.

- Co twój ojciec by powiedział, gdyby wiedział, ze tu jesteś!?

Przyjąłem jego tyradę i zachowałem spokój. Ambasador Worf jest typem osoby, która szanuje pewność siebie i bezpośredniość.
- Zapewne powiedziałby to co zwykle: "Co Jake sobie myślał!?" A potem powiedziałby, że jestem już mężczyzną, zdolnym dokonywać własnych wyborów. Jestem już duży.

- Bah! Duży - warknął na mnie, ale usiadł na krześle - I niby jak zdołałeś do mnie dotrzeć?

- Odpowiedź wymagałaby ujawnienia moich źródeł, a dobry dziennikarz nigdy tego nie robi.

- Czy wiesz jak niebezpieczne jest przebywanie obywateli Federacji na klingońskim terytorium? Jeden błędny ruch i napytasz sobie biedy. Strasznej biedy.


- Spokojnie, nie zamierzam popadać w kłopoty.

- Nigdy nie zamierzasz. A jednak ciągle wpadasz w kłopoty, niezależnie od swoich zamiarów.

- Chciałem tylko z tobą porozmawiać.

- Przecież rozmawiamy.

- Tak, zdaje się, że tak. Ale chciałem przeprowadzić z tobą wywiad i usłyszeć twoją historię.

- Dobrze. Ale zgodzę się na twoją prośbę pod dwoma warunkami. - spogląda na mnie uważnie.

- Jakimi?

- Zaakceptujesz ochronę jednego z moich strażników podczas swojego pobytu na Qo'noS. A gdy odlecisz to nie powrócisz w klingońską przestrzeń bez mojej zgody.

- Ale reporter musi móc poruszać się swobodnie. Ciągnięcie za sobą strażnika jedynie mnie spowolni i...

- Nie. Zaakceptujesz moje warunki albo od razu odeśle cię do Federacji. Nastroje tu są... gorące.

- Z powodu konfliktu z Gornami?

- Nie mogę o tym mówić. - burknął.

- W porządku. - zmieniam swoje podejście widząc, że nic nie drgnie w tym temacie. - Czy możesz coś powiedzieć o swoim ostatnim spotkaniu z Nero? I zagładzie klingońskiej floty?

- Nie chcę o tym rozmawiać. Wydaje mi się, że ambasador Picard już mówił dość dużo na ten temat. Nie mam nic do dodania w tej kwestii.

- To może powiesz mi czemu Klingoni wysłali flotę do bitwy skoro początkowo odmawiali pomocy Romulanom.

- Nie pomagaliśmy Romulanom. Nero zaczął atakować klingońskie statki. Oczywiście ruszyliśmy do walki. Aby postąpić inaczej, było nie do pomyślenia. Imperium nie mogło po prostu nic nie robić i wybaczyć tych ataków.

- Dlaczego Imperium Klingońskie nie chciało pomóc Romulanom?

- Romulanie nie byli przyjaciółmi Imperium. A my mieliśmy wtedy... własne problemy.

- Masz na myśli konflikt z Gorn?

- Jak wspomniałem wcześniej, nie mogę powiedzieć. Ponawianie pytania nie zmieni mojej odpowiedzi.


- Nie możesz mnie winić za to, że próbowałem. - uśmiecham się. - Słyszałem, że były problemy tu na Qo'noS, gdy część członków Wysokiej Rady uznała, że wprowadziłeś flotę w szpony Nero jako część jakiejś federacyjnej zdrady mającej na celu osłabienie Imperium.

Uderza pięścią w stół i nachyla się w moją stronę przerywając mi.

- To bzdura! Federacja by mnie nigdy o to nie poprosiła, a ja na pewno nigdy bym tego nie zrobił! To byłoby niehonorowe i tchórzliwe!

- Nie podejrzewałem cię o to! Każdy kto cię zna, wie, że to nie mogła być prawda! Co chciałem się dowiedzieć, to co się działo na Qo'noS od tamtego czasu. Czy czujesz się tu bezpieczny?

- Jestem tak bezpieczny jak gdziekolwiek. - śmieje się, a to rzadki widok. - Kanclerz Martok uczynił jasnym swoje poparcie dla mnie. Ktokolwiek będzie mnie kwestionował, będzie musiał zmierzyć się z nim. A ja delektuję się szansą na walkę w obronie swego imienia. - uśmiecha się i wyciąga na krześle - I chętnie bym zobaczył kogoś na tyle głupiego, aby powiedzieć coś takiego w obecności Grilki.

- Twojej żony. Co u niej?

- Jest cudowna!

- Cóż, to wiem. Jak sobie radzi? Niedawno urodziła, czyż nie?

- Owszem. A jej krzyki niosły się przez miasto, gdy wydawała na świat mego syna.

- To... fajnie.

- Tak. - uśmiecha się, może trochę szelmowsko. - Owszem.

- To twój drugi syn, czyż nie?

- Tak. Jestem całkiem dumny.

- Jak sądzisz, jaka będzie jego przyszłość? Czy będzie dorastał w czasie pokoju, czy wojny? Wiem, że nie możesz powiedzieć za dużo, ale proszę. Z tym wszystkim co się ostatnio działo: zniszczenie Romulusa, bitwy z Nero, konflikt z Gorn. Czy myślisz, że wojna nadciąga?

Spogląda na mnie, na tyle intensywnie, że zaczynam się niepokoić.

- Wojna trwa cały czas. Zmieniają się tylko jej uczestnicy.

- Czy myślisz, że wojna pomiędzy Imperium a Federacją jest prawdopodobna? - nie odpowiada. - A jeśli wybuchnie, to co zrobisz?

- Nie mam pojęcia.


Źródło: Star Trek Online

« poprzedniaRok 2387

następna »Rok 2389

avatar Zarathos 05.05.2009 10:57
W SW jest burdel, bo panuje wolna amerykanka. Jak autor dostaje zgodę na wykorzystanie uniwersum (czytaj - zarabianie na nim) to już może pisać co chce. Nikt tego specjalnie nie pilnuje. W ST w ogóle nikt niczego nie pilnował i mamy płonący burdel.

W B5 sytuacja jest trochę inna, bo JMS ma 100% praw do uniwersum i po prostu pilnuje komu dać licencję (i tym samym dopuścić do kanonu). Ale i tak się nie ustrzegli paru wtop (głównie z grami RPG które także były uznawane za kanon). W każdym razie B5 miało to swoje uniwersum jakoś najbardziej spójnie opracowane.

Dobrze, że twórcy Trekowych dodatków zaczęli zwracać uwagę na takie rzeczy, ale na razie to jest jeden STO. A co będzie dalej?
avatar Lo'Rel 06.05.2009 01:11
Jakoś trzeba zacząć. Kiedyś gdzieś czytałem na temat uniwersum Star Wars coś w tym rodzaju, że jest to świat tak ogromny, że każda opowieść w tej rzeczywistości może się wydarzyć, dlatego jest tego tak wiele. Star Trek w tej kwestii to wolna amerykanka do potęgi, a zasługuje na to, by tego przypilnować (czytaj --> tylko wybrani będą rąbać kasę na Treku).
avatar Silver Phoenix 06.05.2009 11:20
Cytat(Zarathos)
A co będzie dalej?


Ogłoszą, że powieści/opowiadania/gry niezgodne z głównym nurtem kanonu (jest taki obecnie? tongue.gif) działy/dzieją się w alternatywnych rzeczywistościach (na wzór marvelowskich) wink.gif
avatar Coen 06.05.2009 11:27
Inne wyjście to gruby czerwony marker, odkreślający wsio co było wcześniej. W końcu ponoć to ma sklecić ST XI, zrobić Treka 2.0
avatar Silver Phoenix 06.05.2009 11:41
Na wzór "udanej" edycji DnD 4.0? wink.gif

Good luck smile.gif
avatar Coen 06.05.2009 11:52
Tyle że oni tam przeca nie odcinają wszystkiego co było wcześniej, jedynie radykalnie to zmieniają;)
avatar Silver Phoenix 06.05.2009 22:36
Jak dla mnie żadna różnica, w obu przypadkach efekt ten sam: omijać szeeerokim łukiem wink.gif

Dobra, koniec OT, bo się ojcowie moderatorzy zirytują... wink.gif
avatar cinus 07.05.2009 10:48
Powiem tak: jak kanon zostanie zostawiony sam sobie, to jest oczywiste, że powstanie "burdel na kółkach"; nie jestem zorientowany dokładnie jak wygląda procedura przyznawania licencji na książkę w uniwersum ST, ale Paramount(bo zakładam, że oni to robią) zdecydowanie powinni to w jakiś sposób nadzorować. Mnie się zresztą wydaje, że tak jest przynajmniej w wypadku STO, bo fabuła ładnie się wpasowuje we wszystko.
avatar fluor 07.05.2009 12:52
Silver, tajemnicą poliszynela jest chyba, że offtopy w newsach są dozwolone, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku.

I nie znoszę paradoksów temporalnych wink.gif
avatar I. Thorne 07.05.2009 16:20
Zdaje mi się, że wreszcie zauważyli panowie od licencji trekowych, że można większą kasę zarobić na oficjalnych książkach/komiksach/grach/icotammożnasprzedać. Dlatego jeśli gra wypali to oficjalnych niefilmowych produktów będzie więcej.
avatar Lo'Rel 08.05.2009 00:29
Ale wszystko to z korzyścią dla spójności uniwersum, chyba, że będą opychać wszystko co się da, czyli wszystko co może zarobić, with official Star Trek logo. Co w sumie działo się do tej pory.
avatar Coen 25.05.2009 20:56
Cinus, jak zwykle świetna robota:) Swoją droga pasowałoby to zebrać gdzieś razem bo trudno sie potem wraca skacząc z tematu na temat.
No i takie pytanie - było gdzieś info o tej flocie Sił Obronnych w przestrzeni Romulan? Bowiem jakoś nie kojarzę tej informacji. Ani tego jak Worfowi urodził się pierwszy syn...
avatar I. Thorne 25.05.2009 21:29
A Alexander Rozchenko?

O flocie też nic nie słyszałem...
avatar Coen 25.05.2009 21:40
Fakt, o Alexie zapomniałem, jakoś sądziłem, że drugiego z Grilką miał mieć.
avatar Piotr 25.05.2009 21:45
Chodzi o flotę zniszczoną przez Nero, zanim ten cofnął się w czasie. O mało nie zabił wtedy Worfa. Było o tym w Countdown.
avatar Coen 25.05.2009 22:31
Tu flota, w ST XI druga. Widać coraz bardziej sprowadzają Klingonów w tych produkcjach do roli chłopców do bicia i worków treningowych.
avatar cinus 25.05.2009 22:45
No też mi się tak wydawało - co najlepsze jest mała nieścisłość (spoiler)
W Countdown Nero zabrał Worfa na pokład Narady, gdzie miał go torturować - ciekaw zatem jestem, jak znalazł się później na Qo'noS'ie po zażegnaniu niebezpieczeństwa Hobusa.
avatar Piotr 25.05.2009 23:19
Nero oddał przecież Worfa.
avatar cinus 25.05.2009 23:37
A faktycznie blush.gif dawno już czytałem, stąd ta pomyłka tongue.gif
avatar Coen 29.09.2009 09:29
Hmm...ktoś kojarzy w ogóle tych Letheanów?

Co do kwestii w Imperium to dla mnie są tu dwa poważne zgrzyty. Po pierwsze Imperium prowadzi przecież ofensywę przeciwko Gorn, więc nie bardzo widzę tu miejsca na "nieprowadzenie przez Martoka Klingonów do walki". Po drugie porażka J'mpoka jeśli cokolwiek by dowiodła to jego nieudolności, nieposłuszeństwa i jedynie wzmocniłaby pozycje kanclerza. Jedyne co J'mpok by mógł osiągnąć to jeśli nie zginą w samej walce to znalezienie kogoś kto skrócił by jego hańbę i życie.
avatar cinus 29.09.2009 15:37
Letheanów ni kojarzę... pewnie kolejni przyjemniacy. Co do porażki J'mpoka i podziałów u Klingonów - mi się wydaje, że ta przegrana jedynie podsyciła chęć zemsty wśród zwolenników J'mpoka i popleczników ofensywy przeciw Romulanom. Co do ofensywy przeciw Gornom, to między wierszami można wyczytać, że jest to konflikt stricte jednostronny. Co za tym idzie - zapewne duża część sił klingońskich stoi w odwodzie - podejrzewam, że 'twardogłowi' chcą je wysłać na front romulański, co mogłoby być katastrofalne w skutkach.
avatar Coen 30.09.2009 22:48
Sprawdziłem w memory-beta, Letheanie to ci telepaci z DS9, co jeden zaatakował Bashira i ten się super szybko starzał wewnątrz swojej własnej głowy.

Co do J'mpoka to już samo działanie za plecami kanclerza podczas wojny jest aktem zdrady w najlepszym razie karanej przez śmierć. Jakby odniósł sukces to ok, jeszcze moze przeżyć bo wszyscy lubią zwycięzców i sukcesów nikt nie podważa. Natomiast przy porażce po samowolce? Powinien zostać pozbawiony honoru, wygnany z Imperium a jego imię zapomniane.

Tak przynajmniej postąpili by Klingoni których znam. Tu jednak mamy ewidentnie coś innego.
avatar Pitmistrz 30.09.2009 23:07
Może mamy podobną akcję jak z Durasem.
avatar Coen 01.10.2009 08:45
To by już nie przeszło, Imperium za bardzo się zmieniło. Duras mógł robić swoje przekręty bowiem Klingoni się nudzili, było za dużo pokoju, nie było gdzie się wyżyć. Teraz mamy od tego spokój - Cardassianie, Federacja, Dominum, Gorn i okazjonalnie Romulanie. Czego jak czego ale nudy to niema. Poza tym wojna urządziła sporą czystkę a i Gowron zapewne też. Nieobce mu były zakulisowe metody sprawowania władzy.
avatar I. Thorne 01.10.2009 08:56
Leatheranie są najemnikami jak Nausikanie i pierwsze słyszę, że mają tak dużą ilość statków, żeby próbowali dolać choć flocie Klingonów clever.gif

No i znów wzmianka o romulańskich statkach z technologią Borga. Ciekawe jak wyjasnią, że nie będzie ich dostępnych dla graczy w dodatku do STO.